"-Przykro mi Em, nie chciałem żeby to tak wyszło.. Od samego
przedszkola coś do ciebie czułem ale myliłem się mówiąc, że to miłość. Kochałem
cię, ale jak siostrę. Zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym… Nie chcę cię tracić
jako przyjaciółki.. Chcę tylko żebyśmy zostali przyjaciółmi. Nikim więcej..
Proszę cię, nie rób nic głupiego, nie daruję sobie jeśli coś sobie zrobisz..
Nadal cię kocham..
-Skoro nadal mnie kochasz to dlaczego ze mną zrywasz?! –
cofnęłam się do tyłu i roztrzęsiona krzyczałam w jego kierunku – po
tych trzech latach zostawiasz mnie to chociaż powiedz mi dlaczego! Co ja
zrobiłam?! Gdzie popełniłam błąd?
-Emily, poznałem kogoś.. Kocham ją bardziej niż ciebie… Poza
tym zdradziłem cię z nią.. – spojrzał na betonowy chodnik z malującym się na
jego twarzy poczuciem winy
-Dobra, wiesz co? Mam ciebie po prostu dosyć.. – złamał mi
się głos i poczułam jak z moich oczu leją się wielkie krople łez, które zabierając ze
sobą tusz do rzęs tworzyły razem czarne stróżki na moich delikatnych policzkach
– życzę ci szczęścia Nick.. Ułóż sobie z nią życie, mam nadzieję że da ci to
czego ja nie mogłam – odwróciłam się i ruszyłam w kierunku mostu"
Idąc przez zatłoczony chodnik kurczowo otulałam się
płaszczem trzymając w prawej ręce torebkę. W moich myślach kłębiły się słowa
Nicka.. Poznał kogoś, to między nami.. To nie była miłość.. Nikt mnie nie kochał… Miałam
wrażenie że wszyscy ludzie na przekór mnie są szczęśliwi. W tym dniu mijałam
tyle zakochanych i szczęśliwych par, ile nie minęłam przez całe swoje marne
życie. Skręcając w boczną uliczkę prowadzącą do mojego ulubionego i zazwyczaj
niezbyt tłumnie odwiedzanego mostu wypadła mi z ręki torebka. Pech chciał, że ta
otwarła się i wyleciała z niej cała zawartość.
Nie podniosłam jej.
Nie chciałam tracić czasu. Chciałam po prostu zamknąć oczy
na wieczność. Zniknąć bez śladu. Istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo że
wyłowią moje ciało z Tamizy.
Nareszcie skończy się moje marne, bezwartościowe życie.
Weszłam na wielki most mijając kilka starych i migoczących
latarni. Niebo było piękne tego wieczoru, księżyc był w nowiu, dookoła niego
tańczyły mniej i bardziej jasne gwiazdy. W lustrze wody pięknie odbijało się
miasto, które nigdy nie śpi. Och, Londyn.
Zrzuciłam z siebie ciepły płaszcz i porzuciłam go za sobą na
chodniku. Kilka mijających mnie osób patrzyło na mnie jak na idiotkę. Cóż, jestem
nią od trzech lat.
Wzięłam głęboki oddech i najpierw przełożyłam lewą nogę
przez masywną barierę mostu, po czym po niebezpiecznej stronie znalazła się
również prawa. Dość mocno chwyciłam się bariery za mną, była moim jedynym
oparciem. Chciałam skoczyć, nawet
bardzo, ale jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi, że nie mam robić głupstw.
Ugh, głupi mózg.
-No dalej Emily. Nie masz dla kogo żyć. Nikt cię nie kocha,
nikt nie potrzebuje – szeptałam do siebie i mimowolnie po moim policzku znów zaczęły
płynąć łzy – jesteś brzydka, bezwartościowa.. Twoi rodzice specjalnie zginęli
bo wstydzili się ciebie… Jesteś głupia, nie masz po co żyć bo i tak nic nie
osiągniesz, nikt cię nie kocha.. Nie masz dla kogo żyć – zamknęłam oczy w kółko
mówiąc do siebie – nie masz dla kogo żyć, wszyscy chcą żebyś umarła, jesteś
kulą u nogi.. Nie masz przyjaciół, nie masz rodziny, nie masz chłopaka, nie masz nikogo.. Żyjesz
tylko po to, żeby ludzie cię wykorzystywali.. Ludzie.. Och nie masz dla nich żadnej
wartości idiotko.
Ludzie przechodzili obok mnie, przyspieszali kroku, udając
że nic nie widzą..
-Skoczysz na 3, jesteś słaba. Twoje życie nie ma sensu.. –
otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie na piękny Londyn. - Już niedługo będę
wolna, już niedługo to się skończy..
_________________________________________
Hej :) mam nadzieję że prolog zachęca do czytania.
Bardzo proszę o komentarze, wiele dla
mnie znaczą. Mam nadzieję że znajdzie się kilku
czytelników ;)